Wsiedliśmy do dużego autokaru. Droga była daleka. W trakcie jazdy bawiliśmy się, zadawaliśmy zagadki, trochę śpiewaliśmy,
oglądaliśmy co mijaliśmy (zrymowało się, hi, hi). W południe dojechaliśmy na miejsce, do Kowar. Hotel był dwupiętrowy, trochę duży... Wokoło były góry, lasy i w niektórych miejscach były domy. Nasz pokój nr12 znajdował się na drugim piętrze. Mieszkaliśmy w nim: Antek i ja, trzech kolegów i dwóch opiekunów. Spaliśmy na piętrowych łóżkach. Na obiad była zupa pomidorowa, a na drugie danie ziemniaki, buraki i kotlet schabowy (mniam, mniam). Nie pamiętam czy ten obiad był dokładnie tego dnia, ale kiedyś był... Potem bawiliśmy się w napady na pokoje, w których były dziewczyny... :-) Wieczorem opiekun nam czytał "Ronię, córkę zbójnika".
CZWARTEKWstaliśmy wcześnie, ubraliśmy się, umyliśmy zęby i pościeliliśmy łóżka. W sali sportu mieliśmy gimnastykę, po której było śniadanie - kanapki i płatki z mlekiem. Potem przygotowaliśmy się do wycieczki i poznaliśmy naszego Przewodnika, który opowiadał nam o minerałach Sudetów. Następnie wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę na górę Skalnik (945m). W trakcie wędrówki Przewodnik powiedział, że będzie robił żarty, tzn. jeżeli powie, że mamy iść w dół, to mamy iść w górę, a jak powie, że w lewo to mamy iść w prawo.... Wybrał czterech chłopców, którzy mieli przewodzić.
PIĄTEK
Pojechaliśmy do Sztolni Kowary. Ta sztolnia to dawna kopalnia rud żelaza i uranu. Widzieliśmy jej skarby, czyli różne minerały. Był też prawdziwy uran ze znaczkiem wiatraka na żółtym tle, bo uran jest promieniotwórczy. W sztolni było też tajemnicze labolatorium, z różnymi tajemniczymi próbkami.
Nie bardzo pamiętam gdzie to dokładnie było, ale oglądaliśmy rzeźby GOPR-owców, którzy ratowali ludzi w górach i jeździliśmy też na sankach elektrycznych.
SOBOTA
Wybraliśmy się do Leśnej Huty. Byli tam hutnicy, którzy robili ozdoby ze szkła. Na początek zbierali kamienie i wkładali je do bardzo gorącego pieca, one się topiły na metalowej łyżce i robiły się gorące, płynne i kleiste. Wyjmowali i dmuchali o takiej rurki i wtedy ta masa powiększała się jakby balon pusty w środku. Wkładali do maszyny, która tworzyła kształt np. wazonu. Potem studzili w zimnej wodzie, a następnie suszyli. Dalej już nie widziałem, ale Pan Przewodnik mówił, że potem to się szlifuje i szykuje do sprzedaży.
Odwiedziliśmy Starą Chatę Walońską "Juna". Były tam minerały i skamieniałości. W podziemnej części chaty zobaczyliśmy kości (nie takie prawdziwe, ale wyrzeźbione) człowieka wysokiego na 2metry, który nie był jeszcze dorosły.
Następnie poszliśmy do Wodospadu Szklarki. Bardzo mi się podobał. Woda spadała między dwoma wielkimi głazami, obijała się o dwa duże kamienie i wpadała do rzeki. Gdy trochę przepłynęła to spotykała inne głazy, mniejsze i większe. I wtedy rozlewała się, podskakiwała, powstawały jakby malutkie wodospady i biała piana.
Wieczorem wybuchła wojna na poduszki! Walczyliśmy z opiekunem. Było super! Spać poszliśmy około północy...
NIEDZIELA
Dzień rozpoczęliśmy Mszą świętą. Potem wsiedliśmy do autokaru. Żal było wracać...
Staszek
Ps. Staś zapamiętał pewne kamienie jako "konie elipsy". Nie znalazłam o tym w sieci... Zapewne przekręcił nazwę... Gdyby ktoś wiedział co to jest - będę wdzięczna za sprostowanie. Mama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz