środa, 20 maja 2009

WYJAZD W SUDETY

ŚRODA
Wsiedliśmy do dużego autokaru. Droga była daleka. W trakcie jazdy bawiliśmy się, zadawaliśmy zagadki, trochę śpiewaliśmy, oglądaliśmy co mijaliśmy (zrymowało się, hi, hi). W południe dojechaliśmy na miejsce, do Kowar. Hotel był dwupiętrowy, trochę duży... Wokoło były góry, lasy i w niektórych miejscach były domy. Nasz pokój nr12 znajdował się na drugim piętrze. Mieszkaliśmy w nim: Antek i ja, trzech kolegów i dwóch opiekunów. Spaliśmy na piętrowych łóżkach. Na obiad była zupa pomidorowa, a na drugie danie ziemniaki, buraki i kotlet schabowy (mniam, mniam). Nie pamiętam czy ten obiad był dokładnie tego dnia, ale kiedyś był... Potem bawiliśmy się w napady na pokoje, w których były dziewczyny... :-) Wieczorem opiekun nam czytał "Ronię, córkę zbójnika".

CZWARTEK
Wstaliśmy wcześnie, ubraliśmy się, umyliśmy zęby i pościeliliśmy łóżka. W sali sportu mieliśmy gimnastykę, po której było śniadanie - kanapki i płatki z mlekiem. Potem przygotowaliśmy się do wycieczki i poznaliśmy naszego Przewodnika, który opowiadał nam o minerałach Sudetów. Następnie wyruszyliśmy na pieszą wycieczkę na górę Skalnik (945m). W trakcie wędrówki Przewodnik powiedział, że będzie robił żarty, tzn. jeżeli powie, że mamy iść w dół, to mamy iść w górę, a jak powie, że w lewo to mamy iść w prawo.... Wybrał czterech chłopców, którzy mieli przewodzić. Kazał iść w dół i znaleźć drzewo na środku asfaltu. I rzeczywiście takie było. Następnymi ciekawymi miejscami były: źródło niezwykłej wody, las żmij oraz sterta kamieni, wśród której wyszukiwaliśmy kryształy górskie. Widzieliśmy też kamienie, które nazywały się "koniami elipsy". Pan Przewodnik powiedział, że wieczorami zamieniają się one w konie i chodzą po lesie. Nie wierzyłem w to, bo nie widziałem wokół żadnych śladów. To była tylko legenda. Ze szczytu Skalnik wracaliśmy inną drogą. Po obiedzie była lekcja o minerałach. Pan dużo opowiadał i pokazywał kamienie, które każdy mógł dotknąć i dokładnie obejrzeć.

PIĄTEK
Pojechaliśmy do Sztolni Kowary. Ta sztolnia to dawna kopalnia rud żelaza i uranu. Widzieliśmy jej skarby, czyli różne minerały. Był też prawdziwy uran ze znaczkiem wiatraka na żółtym tle, bo uran jest promieniotwórczy. W sztolni było też tajemnicze labolatorium, z różnymi tajemniczymi próbkami.

Nie bardzo pamiętam gdzie to dokładnie było, ale oglądaliśmy rzeźby
GOPR-owców, którzy ratowali ludzi w górach i jeździliśmy też na sankach elektrycznych.

SOBOTA
Wybraliśmy się do Leśnej Huty. Byli tam hutnicy, którzy robili ozdoby ze szkła. Na początek zbierali kamienie i wkładali je do bardzo gorącego pieca, one się topiły na metalowej łyżce i robiły się gorące, płynne i kleiste. Wyjmowali i dmuchali o takiej rurki i wtedy ta masa powiększała się jakby balon pusty w środku. Wkładali do maszyny, która tworzyła kształt np. wazonu. Potem studzili w zimnej wodzie, a następnie suszyli. Dalej już nie widziałem, ale Pan Przewodnik mówił, że potem to się szlifuje i szykuje do sprzedaży.

Odwiedziliśmy Starą Chatę Walońską "Juna". Były tam minerały i skamieniałości. W podziemnej części chaty zobaczyliśmy kości (nie takie prawdziwe, ale wyrzeźbione) człowieka wysokiego na 2metry, który nie był jeszcze dorosły. Prawdziwy szkielet podobno złożyli do grobu. W kominku paliliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski i chleb. Na dworze chodziły kury i koguty i stał taki sprzęt do odcinania rąk i głów.

Następnie poszliśmy do Wodospadu Szklarki.
Bardzo mi się podobał. Woda spadała między dwoma wielkimi głazami, obijała się o dwa duże kamienie i wpadała do rzeki. Gdy trochę przepłynęła to spotykała inne głazy, mniejsze i większe. I wtedy rozlewała się, podskakiwała, powstawały jakby malutkie wodospady i biała piana.

Wieczorem wybuchła wojna na poduszki! Walczyliśmy z opiekunem. Było super! Spać poszliśmy około północy...

NIEDZIELA
Dzień rozpoczęliśmy Mszą świętą. Potem wsiedliśmy do autokaru. Żal było wracać...

Staszek

Ps. Staś zapamiętał pewne kamienie jako "konie elipsy". Nie znalazłam o tym w sieci... Zapewne przekręcił nazwę... Gdyby ktoś wiedział co to jest - będę wdzięczna za sprostowanie. Mama.

Brak komentarzy: