Jeszcze tylko kilka dni do jednego z większych świąt w naszym domu - imienin świętego Mikołaja...
Jak urodziły się nasze pierwsze dzieci, postanowiliśmy, że nie będzie w naszej rodzinie Mikołajów, Krasnali, Dziadków Mrozów czy Sant'a Clausów w Boże Narodzenie, kiedy najważniejsze jest Dzieciątko Jezus i Jego przyjście na świat. Nie bardzo wyobrażaliśmy sobie by dzieci mogły odkryć Ten Czas jednocześnie czekając na podarunki... Babcie, Dziadków, Ciocie i Wójków stanowczo "przeprogramowaliśmy"i...
...poszliśmy "pod prąd". 6 grudnia, szkraby budzą się rano i na podłodze stoją paczki i paczuszki. Jest istny szał!!! Oczywiście dni poprzedzające są wprowadzeniem do tego pięknego dnia: czytamy opowieści o św. Mikołaju, rysujemy, rozmawiamy. Dzieci przez kilka dni cieszą się podarkami, potem emocje mijają i wyciszamy się oczekując na narodziny Pana Jezusa. Jest jeszcze jeden atut: chłopaki, widząc w sklepie czy w reklamie St. Clausa nie nazywają go świętym Mikołajem, ale krasnalem, bo wiedzą, że św. Mikołaj był biskupem.
Staszek już jest duży i w tym roku wtajemniczyliśmy go kto tak naprawdę daje prezenty. Gdy go zapytałam czy powiemy też Antosiowi, odpowiedział: "Nie, bo on jeszcze jest mały". :-)
Kim dla nas jest ten piękny, ofiarny i myślący o bliźnich Święty?
PRAWDZIWY ŚWIĘTY MIKOŁAJ
Jestem dużym chłopcem i wiele rozumem,
wiem jak odejmować i mnożyć też umiem!
Pisać proste słowa, także już potrafię,
wiem gdzie leży Polska na olbrzymiej mapie,
że Bóg nas ukochał i stworzył świat cały,
że Święty Mikołaj to biskup wspaniały!!!
Ubogim podrzucał podarki do domu,
a wszystko to robił tylko po kryjomu!
Nie chciał on rozgłosu, ani słów wdzięczności,
czynił to wyłącznie z powodu Miłości!
Mikołaj nie przychodzi w Boże Narodziny,
lecz szóstego grudnia – w swoje imieniny!
Co roku pod poduszką znajduję prezenty,
i wiem kto nam je daje: to Mikołaj Święty!!!
Wchodzi cichuteńko, bez szelestu prawie,
siada tuż pod ścianą na dębowej ławie,
otwiera swój worek, podarki szykuje,
by każdy otrzymał to co potrzebuje:
na Łucję i Stasia czekają książeczki,
ja dostanę piórnik, a Antoś kredeczki...
Potem kładzie rękę na głowie każdego,
błogosławi w imieniu Jezuska dobrego!
Nasz Święty odchodzi... Dalej słodko śpimy...
zostają podarki. Rano je ujrzymy!
(autor: Joanna Ryguła "W oczekiwaniu na Boże Narodzenie" Fundacja Nasza Przyszłość)
9 komentarzy:
No zawsze mnie kusiło, żeby prezenty przenieść z Wigilii na 6 grudnia. Jakoś tak tylko przywiązana jestem do tej tradycji, w sensie wyniesionej z domu.
Ciekawa jestem, z kąd wogóle wzioł się zwyczaj dawania tych prezentów właśnie w Wigilię? Czy zawsze tak było w polsce?
Naprawdę warto przenieść! Dzieci nie są poszkodowane (bo szał prezentowy jest), a wszystko ma "ręce i nogi". Dzisiejszą tradycję wręczania świątecznych prezentów "zawdzięczamy" M. Lutrowi, który domagał się by protestanci zaniechali "św.Mikołaja", a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego "Dzieciątka Jezus". Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie odstąpiły od tradycji wręczania prezentów na św. Mikołaja. Zatem podarki na 6 grudnia są mocno katolickie. I dlatego tak je lubię. :-)
No, nieprawda, w Holandii (raczej protestanckiej niż katolickiej, a teraz to już nawet nie wiadomo...:)też prezenty są tylko 6 grudnia, a Boże Narodzenie z nimi się nie kojarzy. I zawsze mnie to intrygowało - dlaczego, jak można tak 'zaniedbać' Boże Narodzenie? Teraz rozumiem, nie pomyślałam nigdy o tym w ten sposób, ciekawe i sensowne podejście, chociaż nie wiem, czy do przeprowadzenia w naszej rodzinie - my właśnie, by nie dublować i nie umniejszać ważności samego Bożego Narodzenia, staramy się, by 6 grudnia mijał bez większego echa - ot, po prostu jeszcze jeden dzień oczekiwania na najważniejsze... A prezenty na Boże Narodzenie są, byśmy pamiętali, jakim prezentem dla nas jest Pan Jezus - i od najmłodszych lat wszyscy uczestniczą we wzajemnym obdarowywaniu się - nigdy nie było podejrzeń,że dawcą mógł być jakiś krasnal (dobrze nazwany!:)
Asia
Ha, o Holandii to nie wiedziałam. Do takich informacji udało mi się dotrzeć i o tym pisałam. U nas w Boze Narodzenie pojawia sie jakiś prezent, od nas - rodziców. Ale jest to jeden prezent - wspólny, np. gra planszowa o Bożym Narodzeniu. Jak dzieci bedzie wiecej to pewnie podzielimy ich na grupy, stosownie do wieku... i pojawią się ze dwa, może trzy drobiazgi. Ale niech bedzie coś co ich łączy. :-) Dla nas ważne jest, że w Boże Narodzenie nie mamy szału prezentowego. Urozmaicamy ten czas w gry, opowieści... ale raczej tematyczne. W tym roku myślę o teatrzyku kukiełkowym - Jasełka. Zobaczymy...
Z tego wszystkiego zapomniałam dodać, że sympatyczny ten wierszyk - czy Joanna Ryguła to może Savia? Tak mi się ze Stasiem i Joasią skojarzyło...
(P.S.Mamy po prostu znajomego Holendra)
Pozdrawiam,
Asia
Tak sobie czasem pisuję, a co było wydane - muszę podawać źródło. :-)
Prawdę mówiąc pierwszy raz słysze jak to z tymi prezentami powinno być. Zawsze zastanawiałam się o co właściwie chodzi z tymi mikołajkami. I po co to dublowanie prezentów. Teraz już wiem:) I dziękuję za informacje.
Świetny pomysł z tym przeniesieniem prezentów na 6 grudnia. Szkoda, że u nas nie do zrealizowania. Cała rodzina się zjeżdża do rodziców i jest szał prezentów. Naszym dzieciom byłoby przykro.Raz próbowaliśmy zrobić wigilię u siebie, żeby położyć nacisk na to co najważniejsze w tym dniu, ale z kolei rodzicom było baaardzo przykro.
My postanowiliśmy "rozdawać karty" i ważniejsze dni w roku spędzamy u siebie albo u tych którzy patrzą identycznie jak my. Rodzice po dwóch latach przywykli. :-)
Prześlij komentarz