poniedziałek, 20 kwietnia 2009

U SŁOWIAN I WIKINGÓW

W niedzielę wybraliśmy się do Klasztoru na Mszę św. dwoma samochodami. My kobiety (czyli ja i Ula) wróciłyśmy do domu oddać się błogiemu lenistwu, a czterech mężczyzn udało się do Kań Helenowskich na spotkanie ze Słowianami i Wikingami by podziwiać bitwy i pojedynki średniowiecznych wojowników. (Więcej o nich i o imprezie można przeczytać tutaj.)

Gdy panowie wrócili do domu energia ich dosłownie rozsadzała...

Franek (3lata): " Tam! Walka! Miecze, tarcze! Ale!!!"

Tata: "Było na co patrzeć. Wojownicy ścierali się w pojedynkach jeden na jednego, dwójkami lub drużyną na drużynę. Każdy z nich posiadał miecz i tarczę. Szczęk metalu i okrzyki dodatkowo uatrakcyjniały widowisko. Chłopaki byli podekscytowani. Utożsamiali się z bohaterami walk i na gorąco komentowali, który z nich jest najlepszy i prosili o miecze, tarcze, topory i łuki ze strzałami.Przypominali sobie przy tym o nie tak dawnej lekcji o wojach i ich sposobach walk."

Antek (6lat): "Mnie najbardziej podobały się walki po dwóch. I jak ktoś kogoś uderzył to tamten klękał, a to znaczyło, że przegrał".

Staszek (7lat): "Najciekawsze było to, że wszyscy na siebie napadali. Dwóch wojów miało całe czarne tarcze, a jeden miał na czarnej tarczy literki z nieznanego świata. Widziałem też zawody strzelania z łuku i z kuszy i nawet sam mogłem strzelić z łuku. W ich wiosce był kowal i fajnie wykuwał różne rzeczy. Widziałem też jak robili maskę z drewna. Było tam dużo toporów, maczug, tarcz, łuków, strzał i włóczni."

Brak komentarzy: