Zimą zrobiliśmy karmnik, o którym można przeczytać tutaj. Każdego dnia
chłopcy oglądali stadka sikorek: bogatek i modrych. Przylatywały też pojedyncze egzemplarze sikory modrej i ubogiej. Do karmnika wpychały się wielkie sójki, skutecznie odstraszając drobne ptaki. Sikorki bały się sójek, natomiast na dość duże kwiczoły nie zwracały uwagi.
chłopcy oglądali stadka sikorek: bogatek i modrych. Przylatywały też pojedyncze egzemplarze sikory modrej i ubogiej. Do karmnika wpychały się wielkie sójki, skutecznie odstraszając drobne ptaki. Sikorki bały się sójek, natomiast na dość duże kwiczoły nie zwracały uwagi.Na pobliskiej aronii, którą mamy w formie drzewka, a nie krzewu, siadywały kosy i śmiesznie przełykały spore, czarne owoce. Jarzębinę oblegały stada jemiołuszek. Mieliśmy również odwiedziny gili.
Staszek, zauważając nowy gatunek, sam go wyszukiwał w książce, rysował w kronice i czytaliśmy co nieco o nowym przybyszu. :-) Korzystał z "Ptaki ziem polskich" Jana Sokołowskiego i "Ptaki" Heinrich Frieling. Ogromnie cenię obie te pozycje.
Przy okazji napiszę
o pewnej ciekawostce: kilkanaście metrów od domu (pod oknem chłopięcego pokoju) mamy starą gruszę. Codziennie przesiadywał na niej dzięcioł średni i cierpliwie pracował. Chłopcy usadawiali się na parapecie i obserwowali... Myśleliśmy, że drzewo jest chore, a tymczasem, gdy śnieg opadł i robiliśmy obchód po sadzie okazało się, że pod gruszą mamy olbrzymi stos zmasakrowanych szyszek sosnowych. Dzięcioł miał tam tzw. kuźnię - przylatywał z lasu z szyszką, blokował
między gałązkami gruszy i wydziobywał nasionka. I tak codziennie - ku uciesze chłopaków. :-)Teraz zabieramy się za przygotowanie budek lęgowych dla ptaków. Może pierwszy raz przygotujemy domek dla nietoperzy, które letnimi wieczorami trzepoczą tuż nad naszymi głowami? Kto wie czy nie skuszą się by zamieszkać u nas? :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz