Kiedyś wspomniałam, że szykujemy się do niezwykle interesującego konkursu: Tomik literacki młodych autorów o tematyce przyrodniczej. Dziś wszystko już jest gotowe.
Przypomnę tylko, że celami tej pracy było:
- Rozbudzenie wyobraźni i kształcenie
wrażliwości na piękno przyrody.
- Inspirowanie zainteresowań literackich.
- Ukazanie sposobów działania człowieka na rzecz ochrony środowiska.
- Zapoznanie z twórczością dziecięcą dotyczącą przyrody.
- Zainteresowanie ucznia procesem tworzenia własnej, niekonwencjonalnej książki.
- Rozwijanie umiejętności manualnych, doskonalenie koordynacji wzrokowo-ruchowej.
Więcej na ten temat można przeczytać na stronie: http://www.izabelin.edu.pl/?id=41
JAK POWSTAŁA STASZKA PRACA?
Pierwszą kwestią był temat. Stasio bardzo chciał pisać o wężu eskulapa (gdzie on o nim słyszał???) i o kozie, gdyż takowe czarne zwierzę biega po naszym sadzie :-) I jak tu połączyć węża i zwierzę domowe? Krok po kroku znaleźliśmy wspólny mianownik, tzn. trochę nagięliśmy rzeczywistość. Wąż eskulapa i tatrzańskie kozice należą do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, która jest rejestrem zagrożonych gatunków w Polsce. Do wybranych zwierząt dodaliśmy kraskę, którą darzymy szczególnym sentymentem. Wyszukiwaliśmy informacje o tych zwierzętach w internecie, w bibliotece, w zbiorach własnych, których nam nie brakuje.
Poznawaliśmy te zwierzęta: ich życie, wygląd, zwyczaje i czym się żywią. Tak, krok po kroku, przygotowywaliśmy się do kolejnego wyzwania jakim było napisanie wierszyków i opowiadań o tych zwierzętach. Powstawały one w prosty sposób: Stasio opowiadał, a ja zadawałam pytania, które powodowały uzupełnianie tekstu. Byłam dociekliwa, a on opowiadał co raz dokładniej. Pytałam: co? ale kto? gdzie to było? co się wtedy stało? jak on się nazywał? itd. Naprowadzałam, a Staszek wymyślał... Co z tego wyszło?
PRZYGODA WĘŻA
Na skałach, na słońcu, wygrzewa się wąż eskulapa. Tych węży jest
bardzo mało, bo źli turyści zabijają je myśląc, że to żmije. Jego długie ciało jest oliwkowe, a brzuszek żółty jak zboże błyszczące w słońcu. Nazywa się Ogonek, dlatego, że ciągle macha ogonkiem. Obok leży trzech jego braci: Główka, Łuska i Oliwka. Są troszkę mniejsi od Ogonka i zawsze się go słuchają. Pewnego dnia Ogonek zarządził zabawę w chowanego i zapytał:
- Kto chce liczyć ?
- Ja! Główka zgłosił się na ochotnika i zaczął liczyć do dziesięciu. Ciężko mu szło, bo węże nie są dobre w liczeniu.
Ogonek schował się w dziupli w starym, spróchniałym drzewie. Łuska wpełznął pod kamienie, a Oliwka wspiął się na drzewo i zwisał jak gałązka. Główka zaczął szukać. Najpierw zajrzał do nory borsuka, potem szukał w koronie drzewa, ale nie zauważył Oliwki, który smacznie spał. Następnie szukał w starym pniu, lecz również i Ogonka nie zobaczył, bo schował się on na sam koniec dziupli. Główka był zmęczony. Nie odnalazł nikogo. Nagle ujrzał małą myszkę. Pomyślał: Zapoluję! Owinął ją swoim ciałem. Kiedy była nieżywa odwiązał ją i zjadł. Szczęśliwy zasnął.
Śmiesznie było z wierszykami, bo ja układałam pierwsze zdanie, a chłopaki (Antoś był wtedy z nami) wyszukiwali rymów i gdy coś pasowało układali kolejne zdanie. Często wychodziło coś totalnie bez sensu i dużo było śmiechu, ale w końcu padał strzał w dziesiątkę. Rymy to nasza częsta zabawa w samochodzie. Poza tym ja trochę "wierszykuję" dla dzieci i chłopcy często w tym uczestniczą. Myślę, że oswoili się...
KRASKA
Siedzi kraska na drzewie
i sama jeszcze nie wie
co zje na śniadanie:
ważkę? myszkę?
czy z chrząszcza pyszne danie?
Nagle przyleciała
muszka bardzo mała
kraska ją złapała.
Potem druga, trzecia mucha
wpadły jej do brzucha.
Śliczna to ptaszyna
piórka ma niebieskie
jak szaty królewskie.
Przylatuje do nas w maju.
Krótko jest w naszym kraju.
Po wychowaniu dzieci
do Afryki leci.
Opowiadanie Luna i Grom było skutkiem wielkiej sympatii do naszej domowej Luny, czyli czarnej kózki. Byliśmy też świeżo po czytaniu "Rogasia z doliny Roztoki" co może być odczuwalne. :-)
LUNA I GROM
Nadeszła wiosna. Na zboczach Tatr pojawia się świeża trawa i żółte kwiatki. Stara kozica imieniem Luna znalazła miejsce, gdzie jej młode nie będzie się bać i założyła tam gniazdko. Oczekiwała na maj. Rosło co raz więcej trawy i ziół, którymi będzie się żywić jej dziecko.
Nadszedł czas, kiedy urodziło się młode.
- Witaj! Będziesz miał na imię Grom.
- Mee, mee, mee. - odpowiedział malec.
Wyjrzał z legowiska i zobaczył jak wygląda świat. Bał się, więc przytulił się do swojej mamy. Znalazł cycuszek i napił się cieplutkiego mleczka. Grom poczuł się radosny i bezpieczny.
Nagle przyleciał orzeł i Luna zawołała:
- Uważaj, bo orzeł szybuje nad nami! Musimy biec w stronę skał. Przeskoczyli szybko przez kamienie i zwalone drzewo i skryli się w szczelinie. Tam też rosły pyszne zioła. Kozica starała się nauczyć swoje koźlątko jak jeść rośliny.
- Kochany Gromku, nauczę cię jeść byś był duży i silny. W roślinach jest dużo witamin i mikroelementów.

Małe nabierało sił i powoli rosło. Było bardzo figlarne, dla zabawy bodło, fikało koziołki i starało się wskoczyć na matkę.
Minęło kilka miesięcy. Z koźlątka wyrósł duży kozioł. Urosły mu rogi. Miał czarne, grube futro i biały pysk. Grom opuścił matkę i wyruszył w drogę by poznawać świat.
NARODZINY MAŁEJ KOZICY
Przyszła na świat koziczka mała
i od razu zabeczała:
„Oj, mamusiu! Ja się boję!
I na nóżkach ledwo stoję."
Przytuliła ją mamusia
i podała jej cycusia.
Zabeczała koziczka mała
i już więcej się nie bała.
Z opowiadań i wierszyków zmontowaliśmy tomik, oprawiliśmy i opatrzyliśmy pracami plastycznymi. Naklejanie nasion okazało się nie takie trudne jak początkowo myślałam. Warunkiem było narysowanie szkicu i na odpowiednie fragmenty lanie dużej ilości kleju wikolu, który po wyschnięciu robi się szklisty i praktycznie niewidoczny. Staszek robił to błyskawicznie. Jednorazowo wykleja się tylko jednym rodzajem nasion by zdążyły wyschnąć i nie mieszały się z innymi. Część prac Stasio wykonał z kolorowej bibuły. Okazało się, że dużo łatwiej było mu skręcać "sznureczki" niż robić kulki. Ja byłam potrzebna przy szkicowaniu, w trudniejszych momentach, w rozplanowaniu układu pracy.
Cieszę się ogromnie, bo Staś wiele się nauczył. I o zwierzętach, i o potrzebie ochrony przyrody, o nasionach... Szkolił cierpliwość i dokładność. Przede wszystkim jednak, cudownie spędziliśmy ten czas. :-)
JAK POWSTAŁA STASZKA PRACA?
Pierwszą kwestią był temat. Stasio bardzo chciał pisać o wężu eskulapa (gdzie on o nim słyszał???) i o kozie, gdyż takowe czarne zwierzę biega po naszym sadzie :-) I jak tu połączyć węża i zwierzę domowe? Krok po kroku znaleźliśmy wspólny mianownik, tzn. trochę nagięliśmy rzeczywistość. Wąż eskulapa i tatrzańskie kozice należą do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, która jest rejestrem zagrożonych gatunków w Polsce. Do wybranych zwierząt dodaliśmy kraskę, którą darzymy szczególnym sentymentem. Wyszukiwaliśmy informacje o tych zwierzętach w internecie, w bibliotece, w zbiorach własnych, których nam nie brakuje.
PRZYGODA WĘŻA
Na skałach, na słońcu, wygrzewa się wąż eskulapa. Tych węży jest
- Kto chce liczyć ?
- Ja! Główka zgłosił się na ochotnika i zaczął liczyć do dziesięciu. Ciężko mu szło, bo węże nie są dobre w liczeniu.
Ogonek schował się w dziupli w starym, spróchniałym drzewie. Łuska wpełznął pod kamienie, a Oliwka wspiął się na drzewo i zwisał jak gałązka. Główka zaczął szukać. Najpierw zajrzał do nory borsuka, potem szukał w koronie drzewa, ale nie zauważył Oliwki, który smacznie spał. Następnie szukał w starym pniu, lecz również i Ogonka nie zobaczył, bo schował się on na sam koniec dziupli. Główka był zmęczony. Nie odnalazł nikogo. Nagle ujrzał małą myszkę. Pomyślał: Zapoluję! Owinął ją swoim ciałem. Kiedy była nieżywa odwiązał ją i zjadł. Szczęśliwy zasnął.
Śmiesznie było z wierszykami, bo ja układałam pierwsze zdanie, a chłopaki (Antoś był wtedy z nami) wyszukiwali rymów i gdy coś pasowało układali kolejne zdanie. Często wychodziło coś totalnie bez sensu i dużo było śmiechu, ale w końcu padał strzał w dziesiątkę. Rymy to nasza częsta zabawa w samochodzie. Poza tym ja trochę "wierszykuję" dla dzieci i chłopcy często w tym uczestniczą. Myślę, że oswoili się...
KRASKA
Siedzi kraska na drzewie
i sama jeszcze nie wie
co zje na śniadanie:
ważkę? myszkę?
czy z chrząszcza pyszne danie?
Nagle przyleciała
muszka bardzo mała
kraska ją złapała.
Potem druga, trzecia mucha
wpadły jej do brzucha.
Śliczna to ptaszyna
piórka ma niebieskie
jak szaty królewskie.
Przylatuje do nas w maju.
Krótko jest w naszym kraju.
Po wychowaniu dzieci
do Afryki leci.
Opowiadanie Luna i Grom było skutkiem wielkiej sympatii do naszej domowej Luny, czyli czarnej kózki. Byliśmy też świeżo po czytaniu "Rogasia z doliny Roztoki" co może być odczuwalne. :-)
LUNA I GROM
Nadeszła wiosna. Na zboczach Tatr pojawia się świeża trawa i żółte kwiatki. Stara kozica imieniem Luna znalazła miejsce, gdzie jej młode nie będzie się bać i założyła tam gniazdko. Oczekiwała na maj. Rosło co raz więcej trawy i ziół, którymi będzie się żywić jej dziecko.
Nadszedł czas, kiedy urodziło się młode.
- Witaj! Będziesz miał na imię Grom.
- Mee, mee, mee. - odpowiedział malec.
Wyjrzał z legowiska i zobaczył jak wygląda świat. Bał się, więc przytulił się do swojej mamy. Znalazł cycuszek i napił się cieplutkiego mleczka. Grom poczuł się radosny i bezpieczny.
Nagle przyleciał orzeł i Luna zawołała:
- Uważaj, bo orzeł szybuje nad nami! Musimy biec w stronę skał. Przeskoczyli szybko przez kamienie i zwalone drzewo i skryli się w szczelinie. Tam też rosły pyszne zioła. Kozica starała się nauczyć swoje koźlątko jak jeść rośliny.
- Kochany Gromku, nauczę cię jeść byś był duży i silny. W roślinach jest dużo witamin i mikroelementów.

Małe nabierało sił i powoli rosło. Było bardzo figlarne, dla zabawy bodło, fikało koziołki i starało się wskoczyć na matkę.
Minęło kilka miesięcy. Z koźlątka wyrósł duży kozioł. Urosły mu rogi. Miał czarne, grube futro i biały pysk. Grom opuścił matkę i wyruszył w drogę by poznawać świat.
NARODZINY MAŁEJ KOZICY
Przyszła na świat koziczka mała
i od razu zabeczała:
„Oj, mamusiu! Ja się boję!
I na nóżkach ledwo stoję."
Przytuliła ją mamusia
i podała jej cycusia.
Zabeczała koziczka mała
i już więcej się nie bała.
Z opowiadań i wierszyków zmontowaliśmy tomik, oprawiliśmy i opatrzyliśmy pracami plastycznymi. Naklejanie nasion okazało się nie takie trudne jak początkowo myślałam. Warunkiem było narysowanie szkicu i na odpowiednie fragmenty lanie dużej ilości kleju wikolu, który po wyschnięciu robi się szklisty i praktycznie niewidoczny. Staszek robił to błyskawicznie. Jednorazowo wykleja się tylko jednym rodzajem nasion by zdążyły wyschnąć i nie mieszały się z innymi. Część prac Stasio wykonał z kolorowej bibuły. Okazało się, że dużo łatwiej było mu skręcać "sznureczki" niż robić kulki. Ja byłam potrzebna przy szkicowaniu, w trudniejszych momentach, w rozplanowaniu układu pracy.
Cieszę się ogromnie, bo Staś wiele się nauczył. I o zwierzętach, i o potrzebie ochrony przyrody, o nasionach... Szkolił cierpliwość i dokładność. Przede wszystkim jednak, cudownie spędziliśmy ten czas. :-)
4 komentarze:
Bajecznie piękne prace!
Dzięki! Fajnie, że się podobają. :-)
Wspaniałe pomysły, prace i wierszyki! Podziwiam Waszą fantazję i pracowitość.
Powodzenia!!
:-)
HaniaB
Dzięki Haniu. To jakoś samo wychodzi... :-)
Prześlij komentarz