
Kiedy nasz najstarszy syn trafił do zerówki pojawiło się mnóstwo pytań: jaka szkoła? jaka edukacja? Przypadkiem (przez duże "P") trafiliśmy na informacje o nauczaniu domowym. W tamtym czasie do głowy by nam nie przyszło, że to akurat nas będzie dotyczyć. Myśl ta dojrzewała i... dojrzała. Pani Dyrektor w szkole podstawowej przyjęła nas bardzo życzliwie i od razu wyraziła zgodę na tą formę edukacji. Od września rozpoczęliśmy nauczanie domowe naszego syna Stasia. Nieco przerażeni, ale szczęśliwi. :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz