wtorek, 7 października 2008

WTOREK - czas eksperymentów

Ulubiony dzień Staszka. :-)

Opiszę kilka eksperymentów, które robiliśmy:

ZIARNA GROCHU i BIAŁE KWIATKI
Do kieliszka na jajka wsypaliśmy groch. Wlaliśmy wodę i odstawiliśmy na jakiś czas. Groszki zaczęły wyskakiwać... Dlaczego? Młodszy syn stwierdził, że w środku siedzi krasnoludek i rozpycha się. :-) W końcu doszliśmy do tego, że woda przenika do środka przez łupinkę, groszki pęcznieją i nie mieszcząc się w kieliszku - wypadają. Drugim doświadczeniem obrazującym picie roślin było wstawienie białych kwiatów odętki i krwawnika do szklanek z barwnikami: czerwonym i niebieskim. Do doświadczenia użyliśmy barwników do farbowania jajek. Kwiatki piły roztwór i zmieniały kolory. Łatwiej im było transportować barwnik błękitny aniżeli czerwony. Zapewne ze względu na jego strukturę. Podsumowując Stasio narysował i opisał oba doświadczenia. Opis zrobił w komputerze, wydrukował i wkleił. W internecie znaleźliśmy również zdjęcia krwawnika, odętki i grochu. Również zostały dołączone do opisu.

CO SIE ZMIEŚCI W SZKLANCE WODY?
Do szklanki wypełnionej po brzegi wodą wsuwaliśmy monety. Okazało się, że zmieściło sie ich sporo, choć szklanka wydawała się pełna. Dodatkowym zjawiskiem była górka z wody utworzona nad szklanką. Mieliśmy okazję do porozmawiania o napieciu powierzchniowym, o tym jak cząsteczki wody trzymają się razem nie chcąc sie rozdzielić.

ROZTWORY
Innym razem bawiliśmy się w mieszanie, rozpuszczanie... Do szklanek z wodą dodawaliśmy cukier, żelatynę, sól, miód, andruty, mąkę, bułkę tartą i wszystko to co przyszło nam do głowy. Obserwowaliśmy co sie rozpuści, co stworzy zawiesinę... Na koniec w kronice pojawiło się dużo rysunków, opisów i buźki: uśmiechnięta gdy substancja rozpusciła sie i smutna gdy nie udało sie tego dokonać.

ŚWIECA
Staś zapalił zapałkami świecę (już samym faktem podpalania był niezwykle przejęty). Obserwowaliśmy płomień, jego kolory i kształt. Drewnianą wykałaczkę wsuwaliśmy w płomień i patrzyliśmy w którym miejscu zaczyna się palić. Powiedzieliśmy sobie gdzie jest najcieplej, a gdzie najchłodniej. W końcu świecę wstawiliśmy do naczynka z wodą i przykryliśmy słoikiem. Świeca zgasła. Powoli doszliśmy do tego, że do spalania potrzebny jest tlen. Pięknym zjawiskiem było zassanie wody do słoika po zgaszeniu świecy (poziom w słoiku znacznie podniósł sie w porównaniu z poziomem wody w miseczce). Dodam jeszcze, że gdy swieca stała na stole i przykryliśmy ją słojem to nic sie nie stało. Pomiedzy blatem, a słoikiem była nieszczelność i wkradało się powietrze. Stasio narysował świecę i napisał: "Żeby świeca paliła się potrzebny jest knot, zapałki, paliwo-wosk, tlen."

WODA, OLEJ I ATRAMENT
Do szklanego naczynia z wodą wlaliśmy olej. Widać było jak te dwie ciecze rozdzielają się. Najbardziej efektowne było wpuszczenie kilka kropli atramentu. Kropla wpadała, otaczała się olejem i spadała na dno. Chwilkę czekała tam w postaci kuleczki. W pewnym momencie pękała. Olej powracał na górę, a atrament rozpływał się w wodzie tworząc bajeczne smużki. Potem wsypywaliśmy cukier, sól i obserwowaliśmy jak przebijają się przez warstwę oleju.


Brak komentarzy: